Mikroprądy do twarzy (EMS) – jak działają i czy zastąpią jogę twarzy?

Prawie każda z Was pytała mnie kiedyś o to samo urządzenie – małe, eleganckie, obiecujące „lifting bez zabiegu” w kilkanaście minut dziennie. Mikroprądy do twarzy, EMS, gadżety do stymulacji mięśni – nazw jest wiele, obietnica zawsze podobna: napięta, uniesiona, młodsza skóra bez wysiłku.

Rozumiem tę pokusę. Sama testowałam takie urządzenia, sama się nad nimi zastanawiałam – zarówno jako praktyk pracujący z twarzami od dziesięciu lat, jak i jako osoba, która chce dbać o swoją skórę w sposób przemyślany, a nie na oślep. Dlatego postanowiłam napisać Ci ten tekst tak uczciwie, jak potrafię: co EMS naprawdę robi z Twoimi mięśniami, czym różni się od świadomej pracy w jodze twarzy, na co uważać i dlaczego ja sama, mając wybór, sięgam po metody sprawdzone dekadami, a nie po najnowszy gadżet z reklamy.

Opowiem Ci też o czymś, co rzadko pojawia się w tej dyskusji – o urządzeniu, które generuje prąd bez baterii i bez wtyczki, wykorzystując tylko metal i wilgoć Twojej własnej skóry. To fascynująca historia, do której dojdziemy na końcu.

Jak działają mikroprądy do twarzy i EMS – zasada stymulacji elektrycznej mięśni

Zacznijmy od podstaw, bo bez nich trudno ocenić, co urządzenie może Ci realnie dać.

Mięśnie mimiczne, tak jak wszystkie mięśnie szkieletowe, kurczą się pod wpływem impulsu elektrycznego wysyłanego przez neuron ruchowy. W naturalnych warunkach ten impuls powstaje w mózgu – decydujesz (świadomie albo odruchowo), żeby unieść brew, uśmiechnąć się, zmarszczyć czoło, a mózg wysyła sygnał do konkretnego mięśnia poprzez nerw.

Urządzenia EMS (Electrical Muscle Stimulation) omijają ten pierwszy etap. Elektroda przyłożona do skóry generuje impuls elektryczny, który bezpośrednio pobudza włókno nerwowe lub samo włókno mięśniowe, wywołując skurcz – bez udziału Twojej świadomej decyzji. Mięsień się kurczy, bo prąd go do tego zmusza, a nie dlatego, że Ty go napinasz.

To rozróżnienie ma kolosalne znaczenie i wrócimy do niego jeszcze niejednokrotnie w tym tekście. EMS wywołuje skurcz mięśnia. Joga twarzy angażuje cały łańcuch: decyzję, sygnał nerwowy, świadomy skurcz, świadome rozluźnienie – i to właśnie ten cały łańcuch, a nie sam skurcz, jest źródłem realnych, długofalowych korzyści.

Mikroprądy (często reklamowane osobno od EMS, choć granica bywa marketingowo zamazana) działają na jeszcze subtelniejszym poziomie – to prądy o natężeniu tak niskim, że w większości przypadków nie wywołują odczuwalnego skurczu mięśnia, a mają oddziaływać na poziomie komórkowym, wspierając – przynajmniej w teorii – produkcję ATP, czyli podstawowej „waluty energetycznej” komórki. To ciekawa hipoteza, ale mechanizm jej działania na skórze twarzy wciąż jest znacznie słabiej potwierdzony badaniami niż sam efekt skurczu mięśnia przy klasycznym EMS.

Joga twarzy a mikroprądy i EMS – dwie zupełnie różne drogi do tego samego celu

Kiedy porównujesz efekt uniesionego policzka po sesji EMS z efektem po serii świadomych ćwiczeń jogi twarzy, z zewnątrz mogą wyglądać podobnie. Ale droga, którą organizm do tego doszedł, jest fundamentalnie inna – i to ta droga decyduje o tym, co zyskujesz na dłuższą metę.

W jodze twarzy to Ty inicjujesz ruch. Twój mózg planuje skurcz, wysyła sygnał, mięsień się kurczy pod Twoją kontrolą, a potem – co równie ważne – Ty świadomie go rozluźniasz. Ten cykl napięcia i rozluźnienia, powtarzany świadomie, angażuje coś więcej niż tylko włókna mięśniowe. Angażuje Twój układ nerwowy w proces uczenia się.

W EMS mięsień się kurczy, bo prąd go do tego zmusza. Twój mózg jest w dużej mierze biernym obserwatorem tego procesu – rejestruje skurcz, ale nie musi go zaplanować ani wykonać. To trochę jak różnica między samodzielną nauką jazdy na rowerze a byciem wiezionym na tylnym siodełku tandemu: w obu przypadkach koła się kręcą, ale tylko w pierwszym przypadku Ty uczysz się utrzymywać równowagę.

To nie znaczy, że EMS jest bezwartościowe – wywołany skurcz to wciąż praca mięśnia, wciąż pewna forma stymulacji krążenia i napięcia tkanki. Ale to znaczy, że efekty EMS są w dużej mierze efektami biernymi i przejściowymi, podczas gdy efekty świadomej pracy mięśniowej – choć wymagają więcej Twojego zaangażowania – budują coś trwalszego: nawyk, kontrolę, pamięć mięśniową opartą na rzeczywistym uczeniu się układu nerwowego, a nie tylko na powtarzanym skurczu.

Jak reaguje mózg, gdy świadomie napinasz i rozluźniasz mięśnie twarzy

To jest moim zdaniem najbardziej niedoceniany aspekt całej dyskusji o jodze twarzy kontra gadżety – i chcę Ci go tutaj rozłożyć dokładnie, bo to on tłumaczy, dlaczego świadoma praca daje coś, czego żadne urządzenie nie jest w stanie zastąpić.

Kiedy świadomie napinasz konkretny mięsień mimiczny – powiedzmy, mięsień okrężny oka albo mięsień jarzmowy większy odpowiedzialny za unoszenie kącika ust – Twój mózg musi wykonać kilka rzeczy naraz: zaplanować ruch, wysłać precyzyjny sygnał do konkretnego mięśnia (a nie do sąsiednich, które łatwo „pożyczają” ruch, gdy nie masz wprawy), utrzymać ten skurcz przez zaplanowany czas, a potem świadomie, kontrolowanie go rozluźnić. To wymaga uwagi, powtarzalności i korekty błędów – dokładnie tych elementów, które w neuronauce odpowiadają za budowanie i utrwalanie nowych połączeń nerwowych, czyli neuroplastyczność.

Z czasem, dzięki regularnej, świadomej praktyce, te połączenia się utrwalają. Efekt jest podwójny:

  • Zyskujesz kontrolę nad mimiką – zaczynasz świadomie zauważać, kiedy marszczysz czoło ze zdenerwowania, kiedy zaciskasz szczękę pod wpływem stresu, kiedy mrużysz oczy z niedowidzenia albo zmęczenia. Ta świadomość sama w sobie zmniejsza liczbę powtórzeń ruchów, które z czasem utrwalają się jako zmarszczki mimiczne.
  • Zmieniasz nawyki mimiczne – bo nawyk to nic innego jak utrwalona ścieżka neuronalna. Świadoma praca nad konkretnym mięśniem pozwala Ci nie tylko go wzmocnić, ale też oduczyć się mimowolnych, niekorzystnych wzorców napięcia, które przez lata odciskają się na twarzy.

EMS tego mechanizmu nie uruchamia w takim samym stopniu, bo pomija właśnie ten najważniejszy etap – świadome zaplanowanie i kontrolę ruchu przez Twój własny mózg. Mięsień się kurczy, ale to nie Twoja decyzja go tam prowadzi, więc ścieżka neuronalna odpowiedzialna za świadomą kontrolę tego konkretnego ruchu nie zostaje w ten sam sposób wzmocniona.

Przeciwwskazania do mikroprądów i EMS na twarz

Zanim przejdę do mojego osobistego stanowiska w tej sprawie, kilka słów o bezpieczeństwie – bo urządzenia elektrostymulujące, mimo że sprzedawane jako kosmetyczne gadżety, nie są obojętne dla każdego organizmu.

Nie powinnaś stosować EMS ani mikroprądów, jeśli:

  • masz wszczepiony rozrusznik serca lub inne aktywne urządzenie elektroniczne wspomagające pracę organizmu,
  • jesteś w ciąży (brak wystarczających badań o bezpieczeństwie stosowania w tym okresie),
  • chorujesz na epilepsję lub masz w wywiadzie napady drgawkowe,
  • masz metalowe implanty w obszarze twarzy (np. płytki po zabiegach rekonstrukcyjnych) – prąd może zachowywać się nieprzewidywalnie w ich obecności,
  • masz czynny stan zapalny skóry, otwarte rany, aktywne zmiany trądzikowe czy AZS w fazie zaostrzenia w miejscu, gdzie chcesz stosować urządzenie,
  • chorujesz na nowotwór lub jesteś w trakcie leczenia onkologicznego,
  • masz zaburzenia krzepnięcia krwi lub przyjmujesz leki przeciwzakrzepowe,
  • masz w obszarze twarzy lub szyi zakrzepicę żylną lub inne poważne zaburzenia krążenia.

W razie wątpliwości – zwłaszcza przy chorobach przewlekłych czy przyjmowanych lekach – zawsze warto skonsultować się z lekarzem, zanim wprowadzisz taki gadżet do swojej rutyny.

Czego realnie możesz się spodziewać po mikroprądach i EMS na twarz

Producenci urządzeń do liftingu twarzy chętnie pokazują zdjęcia „przed i po” robione w idealnym oświetleniu, często po jednej intensywnej sesji, gdzie chwilowy obrzęk tkanki (efekt bezpośredniej stymulacji krążenia) bywa mylony z trwałym efektem liftingującym.

To, czego możesz się realistycznie spodziewać po regularnym, prawidłowym stosowaniu urządzenia EMS na twarz, to:

  • chwilowa poprawa napięcia skóry i mikrokrążenia, widoczna bezpośrednio po sesji, ale ustępująca w ciągu kilku do kilkunastu godzin,
  • przy dłuższym, systematycznym stosowaniu – pewne wzmocnienie tonusu mięśniowego, choć w stopniu trudnym do jednoznacznego zmierzenia i porównania z efektem świadomej pracy mięśniowej,
  • efekt przyjemnego relaksu i lekkiego masażu, wynikający z samej stymulacji dotykowej i wibracji urządzenia, niezależnie od samego prądu.

Czego urządzenie raczej Ci nie da:

  • trwałej zmiany struktury tkanki mięśniowej porównywalnej z efektem regularnej, świadomej pracy mięśniowej rozłożonej na miesiące,
  • nauczenia Cię kontroli nad własną mimiką – bo tego, jak wyjaśniłam wyżej, nie da się „podłączyć” z zewnątrz,
  • efektu porównywalnego z zabiegami medycyny estetycznej, mimo marketingowych porównań do „liftingu bez skalpela”.

Warto też pamiętać, że sama jakość i parametry urządzenia mają ogromne znaczenie. Tanie, niecertyfikowane gadżety kupowane pod wpływem reklamy w mediach społecznościowych często mają niestabilne natężenie prądu, brak jasno określonych parametrów bezpieczeństwa i instrukcji w języku polskim. Jeśli mimo wszystko zdecydujesz się na taki sprzęt, wybieraj urządzenia z certyfikatem medycznym lub kosmetycznym, jasno opisanymi parametrami (natężenie, częstotliwość) i możliwością regulacji intensywności – a nie te, które reklamowane są wyłącznie zdjęciami „przed i po” bez żadnych danych technicznych.

Dlaczego naukowcy zalecają ostrożność wobec mikroprądów i EMS

Tu chcę być z Tobą szczera, bo to ważny głos w tej dyskusji, którego nie chcę pomijać, mimo że mógłby zniechęcić do kupna popularnego gadżetu.

Regularna stymulacja elektryczna tkanki – nawet w niewielkich, kontrolowanych dawkach – nie jest dla organizmu czymś naturalnym w tym sensie, że nie odtwarza dokładnie tych samych warunków, w jakich komórki funkcjonują na co dzień.

Pojawiają się w środowisku naukowym głosy ostrożności, wskazujące, że długofalowego wpływu regularnej ekspozycji tkanki skórnej i mięśniowej na prąd elektryczny po prostu jeszcze dobrze nie zbadano – zwłaszcza w kontekście stosowania go codziennie, przez lata, na delikatnej skórze twarzy. Niektórzy badacze formułują nawet ostrożne hipotezy dotyczące potencjalnego wpływu regularnej stymulacji elektrycznej na procesy zachodzące na poziomie komórkowym, w tym na integralność materiału genetycznego – do takich hipotez należy pytanie o ewentualny związek ze skracaniem telomerów, czyli końcowych odcinków chromosomów powiązanych ze starzeniem komórkowym. To na razie pozostaje w sferze hipotez wymagających solidnych, powtarzalnych badań, a nie potwierdzonego faktu – ale sam fakt, że taka ostrożność się pojawia, mówi mi jedno: nie mamy jeszcze pełnego obrazu długofalowych skutków.

I to jest dokładnie ten moment, w którym chcę podzielić się z Tobą moim osobistym podejściem.

Moje stanowisko: wolę to, co działa na pewno

Wiesz, że jako praktyk staram się nie ulegać modom, tylko sprawdzać, co realnie działa – i to działa od dawna, w sposób w pełni pozytywny, bez znaków zapytania nad głową.

Świadoma praca mięśniowa – joga twarzy, kontrolowane napinanie i rozluźnianie – to metoda znana i praktykowana od dziesięcioleci, oparta na mechanizmach neurofizjologicznych, które rozumiemy stosunkowo dobrze. Manualny automasaż, drenaż limfatyczny wykonywany dłońmi czy nawet stymulacja tkanki za pomocą narzędzi mechanicznych (jak choćby aplikatory igłowe, o których opowiem Ci za chwilę) – to techniki, które ludzkość zna, testuje i doskonali od bardzo dawna, bez cienia wątpliwości co do ich bezpieczeństwa przy prawidłowym stosowaniu.

Urządzenia do elektrostymulacji domowej są stosunkowo nowe na rynku kosmetycznym, a ich długofalowy wpływ na tkankę twarzy – w przeciwieństwie do jogi twarzy czy manualnego masażu – po prostu nie ma jeszcze historii wystarczająco długiej, żeby dać nam pełną pewność. Używając ich regularnie, w pewnym sensie prowadzimy na sobie eksperyment, którego wyniki poznamy dopiero za lat kilkanaście, kiedy pierwsze pokolenie entuzjastek domowego EMS będzie mogło porównać swoją skórę z rówieśniczkami, które wybrały inne metody.

Ja, mając wybór między czymś sprawdzonym i bezpiecznym a czymś nowym i obiecującym, ale otoczonym znakami zapytania – wybieram sprawdzone. To nie oznacza kategorycznego zakazu dla Ciebie, jeśli już korzystasz z takiego urządzenia i jest ono dobrej jakości – oznacza tylko, że warto podejmować tę decyzję świadomie, znając realny stan wiedzy, a nie tylko obietnicę z opakowania.

Kiedy elektrostymulacja ma sens – perspektywa z medycyny

Uczciwość wymaga, żebym pokazała Ci też drugą stronę medalu, bo elektrostymulacja mięśni nie jest wymysłem branży kosmetycznej – to technika od dawna stosowana w rehabilitacji medycznej, i to z dobrym uzasadnieniem.

W medycynie elektrostymulację mięśni wykorzystuje się przede wszystkim wtedy, gdy pacjent z różnych powodów nie jest w stanie samodzielnie wykonać aktywnego ćwiczenia – na przykład po urazie, operacji, w trakcie unieruchomienia albo przy niedowładach, kiedy świadome wysterowanie danego mięśnia przez uszkodzony układ nerwowy jest czasowo niemożliwe. W takich sytuacjach elektrostymulacja pozwala zapobiec zanikowi mięśnia i utrzymać choć minimalną aktywność tkanki, dopóki pacjent nie odzyska zdolności do samodzielnego, świadomego ruchu.

Co jednak kluczowe – standardowe podejście rehabilitacyjne mówi jasno: gdy tylko pacjent jest w stanie wykonywać aktywne ćwiczenia, priorytetem staje się właśnie aktywna praca mięśniowa, a elektrostymulacja pozostaje co najwyżej uzupełnieniem, nie podstawą terapii. Innymi słowy – nawet w medycynie, gdzie elektrostymulacja ma udokumentowane, uzasadnione zastosowanie, nie zastępuje ona świadomego ruchu, tylko wypełnia lukę tam, gdzie ten ruch jest chwilowo niemożliwy.

Ta zasada przekłada się wprost na temat naszej rozmowy: skoro nawet w rehabilitacji medycznej aktywna praca mięśniowa jest nadrzędna wobec elektrostymulacji, to tym bardziej w pielęgnacji estetycznej, gdzie przecież nie mamy żadnych ograniczeń uniemożliwiających świadome ćwiczenie mięśni twarzy, joga twarzy powinna być podstawą, a nie dodatkiem do gadżetu.

Ciekawy przypadek: roller igłowy profesora Lyapko

Na koniec chcę Ci opowiedzieć o urządzeniu, które doskonale pokazuje, że nie każda „elektryczna” stymulacja tkanki wymaga baterii, wtyczki czy prądu z sieci – i że natura, a właściwie chemia, potrafi zaskoczyć.

Roller opatentowany przez rosyjskiego lekarza, profesora Nikołaja Lyapko, to wałek pokryty gęsto rozmieszczonymi, krótkimi igiełkami, które nie przebijają skóry – działają na zasadzie delikatnego nacisku i mikrostymulacji punktów na powierzchni, podobnie jak akupresura. Sam w sobie, jako narzędzie mechaniczne, przypomina inne rollery czy narzędzia typu „jeżyki” znane z automasażu twarzy.

To, co czyni go wyjątkowym, to materiał, z którego wykonane są igiełki. Zamiast jednego metalu (jak w typowych narzędziach ze stali nierdzewnej), aplikator Lyapko wykorzystuje aż pięć różnych metali jednocześnie – żelazo, miedź, nikiel, cynk i srebro, rozmieszczone naprzemiennie na powierzchni wałka.

I tutaj zaczyna się fizyka i chemia, które osobiście uważam za fascynujące. Kiedy taki wałek toczy się po skórze nawilżonej – potem, wodą, serum czy olejkiem z dodatkiem wilgoci – powstaje układ znany z podstawowej chemii jako ogniwo galwaniczne. Różne metale mają różny potencjał elektrochemiczny, a wilgotna skóra, bogata w elektrolity (jony sodu, potasu, chlorków), działa jak przewodnik – dokładnie tak, jak elektrolit w klasycznej baterii. Kontakt dwóch różnych metali poprzez ten przewodzący „roztwór” wywołuje niewielki, samoistny przepływ prądu stałego, bez żadnego zewnętrznego źródła zasilania. To nie urządzenie „produkuje” prąd w sensie elektronicznym – to reakcja chemiczna między metalami a wilgocią Twojej własnej skóry generuje minimalny, naturalny w swojej genezie przepływ ładunków elektrycznych, dokładnie w miejscu kontaktu z igiełkami.

Efekt jest subtelny i lokalny – to nie jest siła porównywalna z EMS wywołującym widoczny skurcz mięśnia. Ale mechanizm sam w sobie jest przykładem na to, że natura oferuje rozwiązania, które łączą prostotę mechanicznego narzędzia z ciekawym zjawiskiem fizykochemicznym, bez potrzeby sięgania po baterie, elektronikę czy zewnętrzne źródło prądu – i bez znaków zapytania, jakie towarzyszą nowszym technologiom elektrostymulacyjnym.

Praktycznie rzecz biorąc, taki roller stosuje się podobnie jak inne narzędzia do automasażu – na dobrze nawilżonej skórze, delikatnym tocznym ruchem, bez dociskania na siłę. Igiełki nie przebijają naskórka, więc odczucie jest raczej mrowiące i stymulujące niż bolesne, a sam zabieg dodatkowo pobudza mikrokrążenie już samym mechanicznym kontaktem – niezależnie od towarzyszącego mu subtelnego zjawiska galwanicznego. To dobry przykład narzędzia, które łączy wielowiekową tradycję refleksoterapii z ciekawym, ale łagodnym i dobrze poznanym mechanizmem fizycznym – bez ryzyka, jakie mogłoby budzić urządzenie zasilane bateryjnie o nieznanych do końca długofalowych skutkach.

Mikroprądy do twarzy kontra joga twarzy – najważniejsze różnice

Zanim przejdę do zakończenia, zebrałam dla Ciebie najważniejsze różnice w jednym miejscu, żebyś mogła do nich łatwo wrócić:

KryteriumEMS / mikroprądyJoga twarzy
Źródło ruchuPrąd zewnętrzny wymusza skurczTwój mózg świadomie planuje i wykonuje ruch
Zaangażowanie układu nerwowegoMinimalne, mięsień jest biernie pobudzanyPełne, z budowaniem nowych połączeń nerwowych
Trwałość efektuGłównie chwilowa, ustępująca w ciągu godzinKumulatywna, budowana miesiącami regularnej praktyki
Kontrola nad mimikąBrak wpływu na nawyki mimiczneRealna poprawa świadomości i kontroli własnej twarzy
Historia bezpieczeństwaStosunkowo nowa technologia kosmetycznaMetoda znana i praktykowana od dziesięcioleci
Koszt i dostępnośćWymaga zakupu i konserwacji urządzeniaWymaga tylko Twojego czasu i systematyczności

FAQ – najczęstsze pytania o mikroprądy i EMS na twarz

Czy EMS na twarz daje trwały efekt liftingu?

Nie w tym sensie, w jakim sugeruje to marketing. Efekt napięcia widoczny bezpośrednio po sesji jest w dużej mierze chwilowy i wynika ze stymulacji krążenia, a nie z trwałej przebudowy tkanki mięśniowej.

Czy mogę łączyć jogę twarzy z EMS?

Teoretycznie tak, ale osobiście nie widzę w tym potrzeby – skoro świadoma praca mięśniowa daje trwalsze i lepiej poznane efekty, dokładanie do niej urządzenia o niepewnym profilu bezpieczeństwa długoterminowego nie wnosi realnej wartości.

Czy EMS na twarz boli?

Przy prawidłowo dobranej intensywności odczucie powinno być raczej mrowiące i stymulujące niż bolesne. Ostry ból lub piekący dyskomfort to sygnał, żeby natychmiast przerwać sesję i obniżyć natężenie.

Ile czasu trzeba używać urządzenia, żeby zobaczyć efekt?

Producenci zwykle mówią o kilku tygodniach regularnego stosowania, ale rzetelne, niezależne badania potwierdzające skalę i trwałość tych efektów wciąż są nieliczne i często opierają się na małych grupach badawczych bez grupy kontrolnej.

Czy dzieci lub nastolatki mogą korzystać z urządzeń EMS do twarzy?

Zdecydowanie nie zaleca się stosowania tego typu urządzeń u osób niepełnoletnich – ich mięśnie i skóra wciąż się rozwijają, a badania nad bezpieczeństwem elektrostymulacji w tej grupie wiekowej praktycznie nie istnieją.

Czym różni się mikroprąd od EMS w praktyce zakupowej?

Marketingowo te terminy bywają używane zamiennie, ale technicznie mikroprąd działa na znacznie niższym natężeniu, zwykle niewywołującym odczuwalnego skurczu, podczas gdy EMS celowo wywołuje widoczny, odczuwalny skurcz mięśnia. Warto sprawdzić w specyfikacji urządzenia, z którym typem stymulacji faktycznie masz do czynienia.

Podsumowanie

Mikroprądy i EMS na twarz nie są ani cudownym rozwiązaniem, ani czymś, czego musisz się bać – są narzędziem o ograniczonym, głównie przejściowym działaniu, które nie zastąpi tego, co daje świadoma praca mięśniowa w jodze twarzy. Różnica leży w tym, kto inicjuje ruch: prąd zewnętrzny czy Twój własny mózg. A to właśnie ten drugi scenariusz buduje nowe ścieżki neuronalne, realną kontrolę nad mimiką i trwałe zmiany nawyków, których żadne urządzenie nie jest w stanie „wgrać” za Ciebie.

Jeśli miałabym doradzić Ci jedno zdanie na koniec – wybieraj to, co sprawdzone, zbadane i pewne, zanim sięgniesz po to, co nowe i obiecujące, ale wciąż otoczone znakami zapytania. Świadomość tego, jak działa Twoje ciało i jakie mechanizmy stoją za każdą metodą, daje Ci prawdziwą sprawczość – znacznie trwalszą niż jakikolwiek gadżet podłączony do prądu.

AUTORKA

Olga Szemley-Goudineau

Założycielka yogattractive & yogatwarzy

Pionierka jogi twarzy w Polsce, twórczyni yogatwarzy i yogattractive (Jogatwarzy.com), jedynej metody jogi twarzy i automasażu w Polsce posiadającej certyfikat fizjoterapii. Uhonorowana tytułem Człowiek Roku 2024. Jej profesjonalny Kurs Jogi Twarzy otrzymał statuetkę Beauty Prestige Awards za Najlepszy Program Szkoleniowy Branży Beauty 2024. Znana z licznych występów w TV promujących „zdrową urodę”.